Krótko i konkretnie: różnice między net-metering a net-billing, ceny godzinowe (RCE), depozyt prosumencki i dlaczego dziś liczy się autokonsumpcja, elastyczność oraz magazyn energii.
W Polsce mieliśmy dwa różne światy rozliczeń prosumentów:
najpierw net-metering (opusty),
potem net-billing (sprzedaż energii po cenach rynkowych i depozyt prosumencki).
Zmiana była bolesna dla rynku, ale jednocześnie wymusiła coś, co dziś jest kluczowe: autokonsumpcję, elastyczność i magazynowanie. To właśnie te elementy sprawiają, że nowoczesny system PV potrafi działać lepiej niż „przewymiarowana instalacja na opustach”.
W systemie opustów energia była rozliczana „metrycznie”, czyli kWh za kWh.
Działało to jak wirtualny magazyn energii: oddajesz nadwyżkę do sieci i odbierasz ją później, ale z potrąceniem.
Najważniejsze zasady:
do 10 kWp operator potrącał 20% energii oddanej (czyli odbierałeś 80%),
powyżej 10 kWp potrącenie wynosiło 30%.
W praktyce:
liczyłeś roczne zużycie,
dobierałeś PV „pod roczne kWh” (często z zapasem),
i rachunki spadały bardzo mocno, bo bilansowało się nie tylko energię czynną, ale w dużej mierze również koszty dystrybucyjne (zostawały głównie opłaty stałe).
Net-metering miał jeden duży problem:
system zachęcał do produkcji energii w godzinach, kiedy obiekt jej nie zużywa, a odbioru wtedy, kiedy PV nie produkuje.
W efekcie przy masowym wzroście PV:
w środku dnia pojawiała się duża nadwyżka energii z domów,
wieczorem i zimą wszyscy „odbierali z wirtualnego magazynu”.
To powodowało zjawiska techniczne w sieci niskiego napięcia:
lokalne wzrosty napięcia,
wyłączanie falowników (ochrona nadnapięciowa),
przeciążenia i problemy z „odebraniem” energii przez infrastrukturę, która historycznie była projektowana pod pobór, a nie masowe oddawanie.
To nie był problem „czy operator chce przyjąć energię”, tylko realne ograniczenia sieci i transformatorów w danej okolicy.
W net-billingu nie ma już rozliczenia kWh za kWh.
Nadwyżka energii jest sprzedawana, a jej wartość trafia do tzw. depozytu prosumenckiego.
Potem, gdy pobierasz energię z sieci:
energia czynna jest rozliczana normalnie,
a depozyt pokrywa wartość energii czynnej w danym miesiącu.
Najważniejszy wniosek:
sieć przestaje być „wirtualną baterią kWh”, a staje się rynkiem, gdzie liczy się wartość energii w czasie.
Żeby zmiana nie była szokiem, wprowadzono okres przejściowy:
najpierw rozliczenia oparte o średnie ceny (model „mniej dynamiczny”),
docelowo: rozliczenie bardziej „rynkowe”, oparte o ceny w czasie.
Efekt był taki, że na początku wiele osób uznało net-billing za opłacalny, bo ceny energii na rynku były wysokie (to zbiegało się z mocnym wzrostem cen energii w Europie).
Później, gdy rynek się uspokoił, pojawił się klasyczny konflikt oczekiwań:
sprzedaż energii z PV w systemie misięcznym była czasmi 6 razy niższa niż zakup
I wtedy zaczęło się realne uczenie rynku: bez autokonsumpcji i elastyczności samą PV trudno „dopiłować” do rachunków jak kiedyś.
W net-billingu cena energii zależy od rynku. Upraszczając:
gdy w systemie jest dużo OZE (słońce, wiatr) i popyt jest niski → cena spada,
gdy OZE nie produkuje (wieczór, bezwietrznie) i popyt rośnie → cena rośnie.
Dlatego:
w godzinach pracy PV ceny często są niskie, czasem nawet bardzo niskie lub wręcz ujemne.
w godzinach szczytu (wieczór) ceny potrafią być wielokrotnie wyższe.
To jest dokładnie powód, dla którego „liczenie instalacji tylko po kWp” nie jest już najlepszym pomysłem.
Gdy ceny na rynku są ujemne, prosument nie dopłaca do energii pchanej do sieci. W praktyce oznacza to, że w takich godzinach:
oddana energia w ujemnych godzinach ma wartość 0
a kluczowe staje się, żeby tę energię zużyć lub zmagazynować, a nie oddawać.
I tu wchodzą magazyny energii i systemy zarządzania energią (EMS).
Net-billing wymusił rozwój rozwiązań, które realnie poprawiają działanie całego systemu:
magazyny energii,
większa autokonsumpcja,
sterowanie obciążeniami (bojler/CWU, pompa ciepła, ładowanie EV),
EMS – system, który reaguje na ceny i planuje ładowanie/rozładowanie.
W dobrze zrobionym układzie:
nie musisz robić ogromnej instalacji PV tylko po to, żeby nabić „kWh do wirtualnego magazynu”,
możesz mieć bardziej elastyczny system, który wykorzystuje:
energię z PV w dzień,
magazyn wieczorem i w szczycie,
a zimą ładowanie w tańszych oknach taryfy (jeśli masz taryfę strefową).
To właśnie daje realne oszczędności również wtedy, gdy ceny w południe są niskie.
W net-meteringu najlepiej działało przewymiarowanie instalacji „pod roczne zużycie”.
W net-billingu to często prowadzi do tego, że:
w południe oddajesz dużo energii tanio,
a wieczorem kupujesz drogo.
Dlatego dzisiaj lepiej myśleć tak:
ile energii zużywam i kiedy,
jak zwiększyć autokonsumpcję,
czy magazyn energii i EMS mają sens,
dopiero na końcu: ile kWp PV.